poniedziałek, 22 czerwca 2015

kulinarnie też lubię

A tu pokazuję moje wariacje weekendowe, powodowane urodzinami męża:
rureczki z dżemem malinowym od mamy i bitą śmietaną zaprawioną galaretką truskawkową:



a tutaj babeczki z truskawkami zanurzonymi w czekoladzie i udekorowane bitą śmietaną:

wszystko zostało zjedzone, a ja znów pomyślałam o jednym z moich marzeń w postaci otwarcia kawiarenki :)

Po remontowo

Remoncik uważam za zakończony. Chociaż zastanawiam się czy powieszenie nowych dekoracji wlicza się jeszcze do remontu czy już nie, bo takowych jeszcze nie ma. Ale ściany i sufity pomalowałam, tapetę  zmęczyłam i mieszkanie wygląda jednak zdecydowanie lepiej, a na pewno inaczej. Mebli nie zmieniałam, bo mają niecałe 5 lat, ponadto nie zużyły się. Pozostaje mi jeszcze kuchnia.... Ale na nią w ogóle weny nie mam, więc udaję, że na razie nie muszę jej remontować :) Jeśli chodzi o robótki, to leżą............... ostatnio zaczęłam coś tam próbować na maszynie, ale jakaś mnie niemoc ogarnęła, a skoro niemoc, to nie ma siły. Za to są słoiki dżemu truskawkowego, bo przecież jest sezon. A oto mała odsłona tego co udało mi się zrobić z mojego beżowo - pomarańczowego mieszkanka:
przestawiam pokój córki, a w roli głównej zasłonki w sowy i turkus na ścianie:

 a tu motylki, które córka zrobiła do dekoracji z kolorowych kartek
 i jej kącik zabawowo - artystyczny
a tutaj pokój mój i męża, który jednocześnie jest pokojem dziennym, a czasem nawet stołówką:


Po beżach jakie panowały w domu, teraz jest zdecydowanie lepiej, jaśniej i jakoś tak przestronniej. Jeszcze musimy tylko poukrywać kabelki i będzie już w ogóle super. Ale mam teraz wstręt do wycierania podłogi. Podczas remontu tyle ją zmywałam, szorowałam, że teraz jakoś ciężko mi się za nią zabrać. No ale jak chce się robić wszystko samemu, to może wyjść co nieco bokiem :) Pozdrawiam i zachęcam do odświeżania swoich wnętrz. 

środa, 17 czerwca 2015

Rower i ja

Dziś zaznałam przedpołudniowej przejażdżki rowerowej. No i było cudnie! Zapach pól i łąk, ciepły wiatr, maki w zbożu, bociany, żurawie, konie, chłód lasu, truskawki prosto z krzaczka... piękna ta nasza Warmia :) 

Tak trudno jest mi codziennie wybrać się na rower, ale kiedy w końcu już na nim jestem, to wracam naładowana pozytywną energią. Natura daje nam tyle, a my żyjemy z dnia na dzień, w ogóle nie umiejąc się zatrzymać. Dla ludzi którzy tu mieszają to zwykła szara rzeczywistość. A ja zadaję sobie pytanie co by było gdybym musiała przeprowadzić się do bloku? Albo mieszkać w Warszawie i 3 godziny przeprawiać się przez most... Moje życie, tak jak i Wasze pewnie upływa w zaskakującym tempie. Jest poniedziałek, zaraz już piątek, tygodnie się zlewają, Okazuje się że już jest połowa czerwca. W pracy kupa roboty, w domu jeszcze większa ilość prac. Jeśli jeszcze do tego dodać, że miałabym nie słyszeć rano śpiewu ptaków, czy nie poczuć orzeźwiającego wiatru, to uschłabym jak zapomniany kwiat a moje życie przeciekło mi przez palce. Bez wspomnień na stare lata, bo nie było kiedy... 
Czas z dzieckiem też upływa inaczej na takim spacerze, czy rowerze. Ostatnio moja ośmiolatka sama doszła do wniosku, że jest fajnie, bo można dużo rzeczy zobaczyć, ruszamy się, rozmawiamy, śpiewamy, nic nie zakłóca nam wspólnego bycia ze sobą. Porównajcie to do niedzieli w centrum handlowym.... 
Zachęcam do spacerów, przejażdżek rowerowych, wypadów choćby na jedną noc pod namiot na łono natury. W głowie wszystko się wtedy lepiej układa, problemy przestają być takie trudne, czas płynie leniwie, jak gdybyśmy znów mieli po 12 lat i żuli trawę leżąc na łące w wakacje :)
Zdjęć z wycieczki brak, bo miałam mało czasu na zrobienie trasy, ale co widziałam, to moje, Wy musicie oglądać swoje widoki w rzeczywistości,a nie wpatrywać się w te przeklęte urządzenia.
Pozdrawiam :)